
Dlaczego NIE potrzebujesz iść do dietetyka?
Podejrzewam, że prawdopodobnie trafiliście tu wiedzeni chęcią zmiany stylu życia.
To pierwszy taki impuls w Waszej historii lub borykacie się z jakimś tematem zdrowotnym od lat.
Wysoce prawdopodobne, że gdzieś po drodze pojawiła się też myśl o wizycie w gabinecie dietetyka. Może jako warunek konieczny do rozpoczęcia zmian, może jako ostatnia deska ratunku.
Moja rada: NIE IDDŹCIE TĄ DROGĄ!
Post ten powstał nie ze względu na jakieś szczególne uprzedzenia, które żywię do kolegów dietetyków. Jest efektem rozmów z pacjentami, którzy na sugestię czy wręcz konieczność zmiany dotychczasowego stylu życia w zdecydowanej większości zasłaniają się takim właśnie rozwiązaniem…Tak, jakby sama już wizyta w gabinecie dietetyka zapewniała wstąpienie do tajemnego kręgu, a spotkanie z nim za pomocą dotknięcia czarodziejskiej różdżki odejmowało zbędne kilogramy.
Wyobraź sobie, że…
Przychodzisz z problemem. Wykładasz sprawę typu kawa na ławę:”tyle a tyle chcę schudnąć w tyle a tyle miesięcy”.
Wywiad, badanie, określenie celu i już trzymasz w ręku gotowy jadłospis.
Potem jeszcze dietka, jakiś karnet na siłownię, kilka tygodni/miesięcy wyrzeczeń i oto jest! Nowa/nowy Ty.
Nic dodać nic ująć…aż do następnego razu.
Mimo, że mam wiedzę i wykształcenie, rzec można- warsztat do tego, aby pracować w poradni dietetycznej- unikam tego jak ognia. Przynajmniej w takim klasycznym ujęciu.
Zrezygnowałam z takiego stylu pracy. Dlaczego?
Bo teraz wiem, że człowiek sam sobie sterem, żeglarzem i dietetykiem.
Nic nie wydarzy się, jeśli nie weźmiesz tego projektu w swoje ręce- od początku do końca.
Nie jest tajemnicą, że chętniej podejmujemy wyzwania, które sami kreujemy.
Taka współpraca na dłuższą metę skazana jest na niepowodzenie z wielu powodów:
1. Nikt nie zna Twoich zwyczajów lepiej od Ciebie!
Co z tego, że napiszesz jakiś dziennik żywieniowy z ostatniego tygodnia?
Dziś jest zima, za parę miesięcy będzie lato. Dziś jesteś singielką, jutro możesz karmić piersią. Naprawdę…życie się DZIEJE. Żaden plan żywieniowy stworzony przez kogoś nie będzie tak elastyczny, aby uwzględniał wszystkie możliwości zmian.
2. To Ty codziennie, przed każdym posiłkiem, dokonujesz wyboru.
Tak jest. To Ty codziennie otwierasz lodówkę/szafkę/ plecak i wybierasz co włożysz do ust. Jeśli nie utrwalisz swojej wiedzy żywieniowej wielokrotnie WYBIERAJĄC najlepszy dla siebie produkt, po okresie próbnym poczujesz się zupełnie bezradny.
3. To Ty jeździsz na zakupy.
Czy nie prościej wejść do sklepu i kupić to, na co aktualnie masz ochotę niż wyciągać z kieszeni gotowy szablon? Mamy dostęp do takiej mnogości kolorów i odmian. Nie marnujmy tego.
4. To Ty płacisz. I to zarówno za jedzenie, jak i poradę dietetyczną.
Rób jak chcesz. Ale ja osobiście wolę kupić sezonowe warzywa na promocji niż pomidory zimą. Z różnych względów. Nie wspominając już o kilkuset złotych w kieszeni zaoszczędzonych na konsultacjach twarzą w twarz.
Wykorzystaj opcje, które są dostępne bezpłatnie.
Wiem, że wielu lekarzy nie grzeszy zbyt rozbudowaną wiedzą z zakresu dietetyki, ale nie oznacza to, że pasjonaci gatunku nie istnieją! Szukaj, pytaj. A nóż w pobliżu jest ktoś chętny i kompetentny do pomocy.
5. Przyczyny genetyczne, alergiczne i hormonalne problemów żywieniowych są dużo rzadsze niż się powszechnie sądzi.
Temat-rzeka, który postaram się rozwinąć w kolejnych postach.
Ale w skrócie: podejrzewanie Wszystkiego u Wszystkich ma swoją nazwę i kod w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób. (Choć przyznaję, jest równie niebezpiecznie jak niepodejrzewanie Niczego u Nikogo). Grunt to odnalezienie złotego środka.
6. Miarkę krawiecką i wagę masz w domu.
Pomiary ciała wymieniane są jako istotny element spotkania z dietetykiem.
To fakt-warto monitorować swoje postępy, jeśli do diety podchodzisz zadaniowo.
Staram się jednak zachęcić Cię do zmiany optyki-tak, aby cyferki stały się tylko dodatkiem do pozostałych profitów.
Kontrola pomiarów nie musi odbywać się zbyt często: raz na 2 tygodnie w zupełności wystarczy.
Waga z udziałem % wody, tłuszczu, masy mięśniowej i kostnej? Przyznaję, to fajny gadżet. Mam taką półprofesjonalną w domu i korzystam, traktując jako jeden ze sprzętów AGD.
Zwykła waga na początek jednak w zupełności wystarczy. A jeżeli ta opcja bardzo Cię kusi to część gabinetów oferuje takie pomiary jako pojedynczą usługę.
7. Czytasz tego bloga, więc jesteś online…czyli masz dostęp do wiedzy.
Tak, zgadzam się-internet to śmietnik. Pełno tu SPAM-u i nierzetelnych informacji. Są jednak portale, które zapewniają kawał rzetelnej wiedzy. Serdecznie polecam chociażby
https://dieta.mp.pl/
To portal tworzony przez lekarzy, dietetyków, psychologów i innych profesjonalistów, którym naprawdę zależy. Z różnych publikacji wydawnictwa Medycyny Praktycznej korzystam jeszcze od czasów studiów i nigdy się nie zawiodłam.
8. Istnieje spora szansa, że ktoś próbuje zarobić na Twoim nieszczęściu
Konsultacje w gabinecie, online, przez Skype, w pakietach na serwisach grupowych zakupów…Mnogość rozwiązań, pełna dostępność dla każdego. Z jakością-różnie.
W wypadku konsultacji dietetycznych w głowie mi się kiedyś nie mieściło, że można pod płaszczykiem pełnej personalizacji sprzedać klientowi/pacjentowi generyczny jadłospis. Okazuje się , że to nawet nie tyle się wydarza…Niestety jest na porządku dziennym i wkurza mnie niezmiernie.
A przecież dostęp do gotowych jadłospisów w środowisku internetowym to pestka.
Podobnie z planerami diet i kalkulatorami… gdyby ktoś bardzo chciał.
Pamiętajmy jednak, że żywienie to nie eksperyment naukowy, tylko żywa materia. Organizm, który sam dąży do równowagi.
U osoby bez konieczności stosowania restrykcyjnej diety eliminacyjnej przy zachowaniu zasad zdrowego żywienia przeważnie naprawdę trudno zrobić krzywdę i doprowadzić do poważnych niedoborów.
Poza tym za każdym razem, kiedy słyszę o diecie ubogokalorycznej albo w ogóle widzę dietę opartą głównie na obliczaniu kalorii robi mi się niedobrze. Ten sposób na odchudzanie na dłuższą metę nie działa i wszyscy o tym wiedzą. Dietetycy również.
8. To Ty jesteś beneficjentem wszelkich zmian.
Ano właśnie. To nie Ja/ On/ Ona/ Ono czerpać będzie z tej przygody. Ty, Ty i wyłącznie Ty. Jak zawalisz- to Ty. Jak zwyciężysz- też Ty. Sukces ma od dziś jednego ojca.
Tak więc pokrótce:
W założeniu:
* pomaganie ludziom w utracie wagi, zyskiwaniu zdrowia, pokonywaniu ograniczeń na drodze do wymarzonej sylwetki- PIĘKNIE.
W praktyce:
* umożliwianie stosowania gotowych, siłą rzeczy niezbyt elastycznych rozwiązań bez nadmiernego zaangażowania zainteresowanego- średnio
* generowanie dodatkowych kosztów zlecaniem w ciemno niepotrzebnych badań-nieładnie
* czerpanie korzyści z cudzej pracy lub stosowanie metod szkodliwych dla pacjenta- a fe!
Rynek ma swoje miejsce dla dietetyków. O ile podchodzą rzetelnie do swojej pracy (a jest takich wielu) są nieocenioną pomocą w skomplikowanych przypadkach. Albo w wypadku osób opornych na wiedzę.
Pytanie tylko czy Ty sam takim właśnie jesteś?
A może by tak odrzucić dotychczasowe „ALE” i chwycić za ster?
Możemy zrobić to razem-więcej na ten temat w enigmatycznym W:O!

