
Po czym poznać, że Twoje dziecko ma dobrego lekarza? 24 wskazówki dla rodziców małych pacjentów
Opisywałam już niedawno cechy dobrego, zaangażowanego w sprawy pacjentów lekarza. Są one w miarę uniwersalne i tyczą się każdego specjalisty, opiekującego się populacją w każdym wieku.
Rzecz staje się jednak jeszcze bardziej skomplikowana, jeśli poszukujemy medyka dla naszych pociech. Zwykle rodzicielska intuicja podpowiada Nam, czy danej osobie możemy zaufać i powierzyć jej opiece zdrowie nad naszym kochanym malcem.
Tu istotnie liczą się wiedza i doświadczenie, ale też umiejętność nawiązania kontaktu z dzieckiem. Istnieją jednak pewne specyficzne cechy, które wyodrębniają lekarzy wyjątkowych od takich, którzy po prostu wykonują swoją pracę.
Oba artykuły z serii „Czy masz dobrego lekarza?” powstały na podstawie doświadczeń własnych z okresu studiów, pracy zawodowej, ale przede wszystkim tzw. życia. Będąc w ciąży lub wychowując dzieci, także lekarz (poniekąd mimowolnie) staje się pacjentem. Siedząc tym razem po drugiej stronie biurka, styka się z różnymi sytuacjami i postawami w placówkach medycznych.
Przedstawiony poniżej zbiór cech, to swego rodzaju papierek lakmusowy, dzięki któremu jestem w stanie przewidzieć, na ile mogę danemu lekarzowi zaufać. Dla każdego pewnie ta lista będzie wyglądać inaczej. Nie jesteśmy przecież odarci w gabinecie z naszych temperamentów, lęków i wartości. Chciałabym jednak zachęcić Was do zastanowienia, co w takiej relacji pacjent-lekarz jest dla Was najważniejsze? I do poszukiwania takich osób, z którymi będziecie w stanie ją w sposób satysfakcjonujący nawiązać.
1. Zna Waszą rodzinę i historię dziecka
Nie oznacza to, że fizycznie musiał być przy porodzie i przecinać pępowinę. Dobrze jednak, żeby leczył choć niektórych członków Waszej rodziny lub interesował się np. z jakimi osobami dziecko ma styczność i czy w domu są inne dzieciaki.
To ważne nie tylko ze względów epidemiologicznych (konkretne bakterie występują częściej w pewnych grupach wiekowych lub społecznych).
Pomaga także poznać najczęstsze przypadłości danej rodziny (które mogą być dziedziczne), ale też np. reakcje rodziców na chorobę dzieci (stres przy każdym katarze czy obniżona czujność i możliwość przegapienia istotnych symptomów).
2. Bada dziecko rozebrane
Ten punkt jest na tyle istotny, że znalazł się również w poprzednim wpisie. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której przy nagłym zachorowaniu albo bilansie zdrowotnym dziecko badane jest w ciuchach.
Poza wszystkim, jest to jedyna możliwość rzetelnej oceny skóry. A charakterystyczna wysypka na skórze może być jedynym niepokojącym objawem przy wielu chorobach zakaźnych, między innymi sepsie= posocznicy meningokokowej, która przecież spędza sen z powiek wielu rodzicom.
3. W czasie badania uprzedza dziecko o kolejnym kroku
Elementarne zasady kultury obowiązują, czy mamy do czynienia z 1-tygodniowcem czy 100-latkiem. Czasy, kiedy dzieci uznawano za bezmyślne małpki, na szczęście już dawno odeszły do lamusa.
Nie możemy być pewni, kiedy dokładnie przychodzi moment pełnego zrozumienia Naszych słów przez dziecko. Dlatego też warto zacząć mówić do dziecka jak najwcześniej. Nawet jeśli to nie słowa je uspokoją, to z pewnością chociaż odpowiedni ton wypowiedzi.
Dziecko kilkuletnie jest już za to w pełni świadome. Tym bardziej więc ma prawo oczekiwać okazania szacunku do własnego ciała. Nikt nie lubi, kiedy narusza się jego przestrzeń osobistą bez uprzedzenia- dzieci także.
4. Potrafi znaleźć „złoty środek” między badaniem na siłę a niekończącymi się pertraktacjami z dzieckiem
Spektrum zachowań dzieci w obliczu badania może być bardzo różne: od radosnej ekscytacji, poprzez obojętne przyzwolenie, na panicznym lęku lub wręcz agresji kończąc. Żaden lekarz nie czerpie satysfakcji z unieruchomienia małego pacjenta do badania. Zdecydowanie lepszy efekt daje współpraca z dzieckiem.
Równocześnie trzeba znać granice negocjacji z maluchami tak, aby nie stanowiły one kluczowego elementu spotkania. Oraz nie przedłużały niepotrzebnie stresu małego pacjenta związanego z badaniem.
Czasem wystarczy tylko zdjęcie fartucha i strach przed kontaktem z lekarzem znika.
5. Tłumaczy Ci, co wybadał
Są lekarze bardziej i mniej rozmowni. Nierzadko jednak robią z naszym dzieckiem różne rzeczy-układają je w dziwnych pozycjach, pukają, stukają i zaglądają, nie komentując swoich poczynań i wysnuwanych dzięki nim wniosków.
Budując relację z lekarzem opartą na zaufaniu warto dowiedzieć się, jaki jest wynik badania. Choćby po to, aby streścić to innemu lekarzowi przy wizycie kontrolnej czy podczas kolejnego zachorowania.
Podobnie, na czysto medyczne określenia objawów czy jednostek chorobowych, mamy prawo reagować prośbą o wyjaśnienie.
6. Podaje rozpoznanie choroby
Wielokrotnie zdarza się tak, że w karcie wpisane jest konkretne rozpoznanie, ale my nawet nie mamy pojęcia, na jaką dokładnie chorobę podajemy dziecku antybiotyk.
Okazuje się potem, że maluch już 2 razy miał zapalenie płuc i cierpi biedak na nawracające infekcje układu moczowego. A my nie mieliśmy o tym bladego pojęcia!
Dobrą praktyką w gabinecie lekarskim jest dokładne nazwanie wroga. Dużo łatwiej wtedy z nim walczyć. I oczywiście konsultować całe leczenie z dr Google- nie myślcie, że nie wiem:)
7. Nie rozdaje dzieciom lizaków
Oczywiście, w sytuacji choroby u dziecka, często sięga się po najmniej wymagające środki. Jak choćby warunkowanie dobrego zachowania nagrodą.
Jednak, z wychowawczego punktu widzenia, nie jest to najlepsza metoda.
Akceptowalne, jeśli jest to swego rodzaju niespodzianka, a nie spodziewana gratyfikacja za dobre zachowanie.
Gorzej, jeśli w placówce medycznej, wzmacnia się skojarzenia słodyczy z nagrodą.
Miejsce, które ma promować zachowania prozdrowotne, nie może sobie na to pozwolić.
8. Myje ręce i dba o ich temperaturę
Niby takie oczywiste, ale nie dla wszystkich. Lekarze zwykle mają nawyk mycia rąk zaraz po skończonym badaniu lub przed badaniem kolejnego pacjenta.
W wypadku noworodków i niemowląt koniecznością wydają się obie czynności.
Znane są mi jednak przypadki przyjmowania cały dzień bez użycia kropli wody, a jedynie w zmienianych każdorazowo rękawiczkach (koszmar!).
W wypadku badania dzieci, jeśli lekarz nie musi, powinien unikać stosowania rękawiczek. Nie jest to konieczne przy zwykłym badaniu, bez kontaktu z błonami śluzowymi czy wydzielinami pacjenta. A wytwarza dodatkową barierę i może wzmagać lęk przed badaniem u niektórych dzieci.
9. Dezynfekuje stetoskop i wyrzuca jednorazowy sprzęt do kosza
Ponownie…niby XXI wiek, a jednak.
Drodzy Rodzice pamiętajcie, że sprzęt, który dotyka delikatnej skóry na brzuszku Waszego dziecka, mógł mieć przed chwilą kontakt z wydzieliną ropną lub innym ustrojstwem.
Dlatego zawsze powinien zostać zdezynfekowany między pacjentami. Nie bójcie się spytać, jeśli macie jakieś wątpliwości. Mądry lekarz się nie obrazi, a może akurat się zapomniał.
Podobnie rzecz ma się np. z teoretycznie jednorazowymi wziernikami do uszu. Po każdym badaniu ucha, końcówka powinna być z otoskopu zdjęta i wyrzucona do kubła. Co powinno być normą, a często niestety nie jest.
10. Ogląda gardło z użyciem szpatułki
Przy okazji ocenia również migdałki, język, dziąsła, zęby i śluzówkę policzków. Badanie to, aby było rzetelne, nie może się więc ograniczyć do sekundowego rzutu okiem w głąb jamy ustnej wyrywającego się malca.
11. Bada uszy przed szczepieniem
Szczepienia wzbudzają wiele emocji. Dużo się o nich mówi, ale w moim odczuciu nie o tym, co trzeba. Realne ryzyko, z którym nikt się nie kłóci, to zaszczepienie dziecka z poważną infekcją.
Pamiętajmy jednak, że dzieci nie o wszystkim potrafią zakomunikować lub możemy niewłaściwie odczytywać pewne symptomy.
Infekcje, które szczególnie lubią przebiegać w utajony sposób, to zakażenia układu moczowego i infekcje uszu. O ile wykonywanie badań moczu przed każdym szczepieniem wydaje się wyjątkowo problematyczne, o tyle…naprawdę, badanie uszu wymaga jedynie chęci i kilkunastu sekund.
12. Bada objawy oponowe w czasie gorączki lub wymiotów
Jest kilka takich chorób, które każdy lekarz wolałby omijać szerokim łukiem. Jedną z nich jest zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Choroba potencjalnie groźna, zakaźna, trudna do leczenia, ale czasem też zdiagnozowania.
Każde dziecko z dwoma wymienionymi powyżej objawami powinno być poddane ocenie, pod kątem ewentualności jej wystąpienia. Amen.
13. Zleca posiew moczu razem z badaniem ogólnym, jeśli podejrzewa infekcję
Jedno bez drugiego, u małych dzieci, nie ma sensu. Chyba, że jest badaniem kontrolnym lub pobiera je ktoś z personelu.
Już samo jałowe pobranie moczu u maluchów graniczy z cudem.
Dodatkowo ocena czy bakterie, które w czasie posiewu wyrastają w laboratorium, pochodzą z pęcherza czy np. odbytu lub skóry jest praktycznie niemożliwa, bez badania ogólnego. Nietrudno wtedy o diagnozę zakażenia układu moczowego, której de facto nie ma.
Z kolei samo badanie ogólne może pokazać nam, że w istocie mamy do czynienia z infekcją, ale nie da odpowiedzi na pytanie czy zastosowany antybiotyk jest skuteczny.
Łączne wykonywanie tych badań to oszczędność czasu, nerwów i (wbrew pozorom) także pieniędzy, a co najważniejsze- zdrowia.
14. Od czasu do czasu zajrzy do książeczki Twojego dziecka
Nie musi recytować na pamięć całego jego kalendarza szczepień, ale dokument ten ma jednak trochę cennych informacji o obciążeniach rodzinnych, przebiegu ciąży i porodu oraz okresu noworodkowego i niemowlęctwa.
Zwłaszcza u młodszych dzieciaków ma szczególną rację bytu, szczególnie w odniesieniu do kolejnego podpunktu.
15. Przykłada wagę do siatek centylowych
Kolejna korzyść ze śledzenia rozwoju dziecka w książeczce zdrowia lub ewentualnie aplikacji na komórce rodziców.
Wzrost i waga powinny być przedmiotem wnikliwej obserwacji lekarza. Często są niestety jedynie formalnością, wpisywaną gdzieś kątem przez pielęgniarkę.
Ocena zaznaczonego pomiaru, względem pozostałej populacji, jest świetnym i tanim testem przesiewowym dla naprawdę szerokiego grona schorzeń.
Ponadto, w naturalny sposób pozwala na wychwycenie dzieci zagrożonych nadwagą lub otyłością. A, jak by nie patrzeć, jest to jedna z epidemii naszych czasów.
16. Przypomina o stosowaniu witaminy D i okresowym badaniu jej stężenia
Krzywicę widuje się coraz rzadziej- świetnie! Jednak zalecenia odnośnie stosowania witaminy D co jakiś czas się zmieniają.
Obecnie stosuje się ją okresowo, nadto obserwuje się powszechny populacyjny niedobór tej substancji. Postuluje się wpływ witaminy D nie tylko na układ kostny, ale też odpornościowy, a nawet na nastrój.
To istotne, aby w kwestii suplementacji tej akurat witaminy u Twojego dziecka, lekarz trzymał rękę na pulsie.
17. Leczy infekcje wirusowe bez antybiotyku
Większość infekcji wieku dziecięcego to infekcje wirusowe. Przeziębienie to wirus. Nie można dostać antybiotyku na „mocniejsze przeziębienie”, to mija się z celem i zasadą działania tych preparatów.
Antybiotyki to silna broń, jeśli zastosowana w zwalczaniu właściwego wroga. Jeśli nie, obraca się przeciwko Nam- osłabia odporność i niszczy korzystną florę bakteryjną.
Tyle teorii, praktyka pozostawia wiele do życzenia. Istnieją programy ochrony antybiotyków i bardzo szczegółowe wytyczne dotyczące stosowania tych leków, w konkretnych schorzeniach, u konkretnych pacjentów. Twój wymarzony lekarz powinien je znać (czyt. mieć kopię zaleceń w kieszonce fartucha).
18. Stosuje leki w przeliczeniu na masę ciała dziecka i zgodnie ze wskazaniami
Specyfika leczenia dzieci to także odpowiednie dawkowanie koniecznych leków. Nie może być ono oparte na „wydaje mi się, że tyle wystarczy” i „kiedyś tak dałem i było dobrze”.
To znów bardzo konkretne przedziały liczbowe, czysta matematyka. Więcej o przeliczaniu leków na masę ciała możecie przeczytać np. we wpisie o nieskuteczności dawek leków przeciwgorączkowych z kartonika u dzieci.
Inna kwestia, to stosowanie leków poza zakresem zarejestrowanych przez producenta wskazań. Medycyna zna takie przypadki, kiedy jest to skuteczne, nawet udowodnione, postępowanie.
Ale, pod kątem prawnym, rodzic zawsze powinien być o tym poinformowany i wyrazić zgodę. Samowolne eksperymenty medyczne na szczęście nie są dozwolone.
19. Unika niesprawdzonych suplementów i leków „na wszystko”
Suplementy są fe, be i raczej poza nielicznymi wyjątkami niegodne naszej uwagi. Lekarz sypiący jak z rękawa nazwami reklamowanych ostatnio w radiu specyfików powinien wzbudzić wzmożoną czujność.
Nie chodzi już nawet o jego domniemane wczasy w Egipcie (na których, zapewniam Was- nie był). Chodzi o brak czujności i być może wiedzy odnośnie regulacji prawnych dotyczących suplementów i tego, jak niebezpieczne (zwłaszcza u dzieci!) może być ich stosowanie.
Z pewnością dwa razy zastanówcie się także, jeśli ktoś zarzeka się, że znalazł jedyny skuteczny sposób na zwiększenie odporności. No chyba, że propaguje pod tym hasłem różnorodną dietę i spacery- wtedy nie mam pytań.
20. Oszczędnie kieruje na badania, zwłaszcza te stresujące dla dziecka
Oczywiście, że powinniśmy się badać. Ale z sensem. Nie dla zasady, ale profilaktyki lub wyjaśnienia objawu.
Lista procedur refundowanych to nie menu, z którego możemy wybierać „bo jeszcze w tym roku nie wykorzystaliśmy limitu”. Badania okresowe- owszem. Ale po dogłębnym przeanalizowaniu sytuacji i ZBADANIU przez lekarza.
Tym bardziej, że często jest „o jedno pobranie krwi” za daleko…i z dziecka współpracującego zostaje przerażony malec (zwłaszcza jeśli ktoś obiecał mu, że nie będzie bolało).
21. Zna swoje ograniczenia
Ja wiem, że „Jestem Bogiem”, ale…są takie sytuacje kiedy trzeba odpuścić i posłać dziecko dalej- do innego specjalisty lub do szpitala. To żadna ujma na honorze, a źle pojęta ambicja może się fatalnie skończyć.
22. Umawia wizytę kontrolną
Jest to szczególnie istotne, jeśli mamy do czynienia z chorobą potencjalnie groźną lub o dynamicznym przebiegu.
Często takie postępowanie pozwala lekarzowi wstrzymać się z bardziej agresywnym leczeniem lub obserwować pacjenta, w celu postawienia ostatecznej diagnozy.
A w kontekście bezpieczeństwa także wychwycić ewentualne niepokojące sygnały odpowiednio wcześnie.
23. Nie sprawia, że czujesz się do niczego jako rodzic
Przedstawiciele zawodów medycznych często roszczą sobie prawo do jednej jedynej i niepodważalnej prawdy najprawdziwszej.
W rzeczywistości jedyna pewna rzecz to fakt, że to rodzic najlepiej zna swoje dziecko. Nie pozwól nikomu podkopywać Twojej wiary w siebie jako rodzica. Słuchaj rad, przesiewaj je, ale ostatecznie kieruj się także swoją intuicją i sumieniem.
24. Pamięta, że choroba dziecka jest chorobą całej rodziny
Możemy wmawiać sobie niestworzone rzeczy, że już tyle katarów, gorączek i nieprzespanych nocy jako rodzice przetrwaliśmy, że nic Nas nie rusza.
Ale potem przychodzi kolejny raz. I wówczas nasze priorytety życiowe się zmieniają, skupiamy wysiłki tylko na tym, żeby wyleczyć dziecko.
Potrzebujemy mieć przy sobie kogoś, kto Nas zrozumie. Kto nie wyśmieje Naszych obaw. Kto faktycznie będzie troszczyć się o los Naszego dziecka, a nie tylko powie „następny proszę”.
Życzę Wam, żebyście na rodzicielskiej wyboistej ścieżce spotkali kogoś takiego.

