MEDYCZNIE,  RODZINNIE

Szczepienia a koronawirus. Czy szczepić teraz dziecko? Jak bezpiecznie szczepić w czasie epidemii?

Szczepienia a koronawirus to gorący temat. Głównie dlatego, że (z niezrozumiałego dla mnie do końca powodu) w niektórych kręgach, zasadność przeprowadzania szczepień tak W OGÓLE, jest wciąż żywo i namiętnie dyskutowana. A jeśli połączymy to ze słowem roku 2019/2020, to nie ma szans na wysunięcie sensownych wniosków w jednym zdaniu. Dlatego tych kilkadziesiąt zdań w temacie muszę napisać!

Niektórzy z nas dopiero zdążyli zaakceptować fakt, że z dnia na dzień szczepienia ochronne zniknęły z przychodnianego menu.
Podejrzewam, że wielu osobom przeszło przez myśl, że być może jest to ostateczny dowód na słuszność tez antyszczepionkowców, o niewątpliwej szkodliwości uodparniania dzieci w ten sposób. Okazuje się jednak, że nawet Sidney Polak miał rację i wszystko szybko się zmienia. Szczepienia triumfalnie wróciły. Warto jednak zrozumieć…

Dlaczego tak naprawdę je wstrzymano?

Wrócę do tych powodów, bo są ważne. Po pierwsze dlatego, że zawsze warto rzetelnie rozmawiać o szczepieniach i rozwiewać wątpliwości. Po drugie- zaakceptowanie tych przyczyn pozwoli nam na lepsze zrozumienie, dlaczego właściwie teraz akurat miałoby być bardziej niebiezpiecznie poddawać się tym zabiegom. I z jakiego powodu zawracamy sobie głowę specjalnym przygotowaniem wizyty szczepiennej w przychodni.

Szczepienia to interwencja medyczna.

Obarczona pewnym ryzykiem, ale tak skalkulowana, by przeprowadzać ją w chorobach, w których skuteczność i korzyści przeprowadzenia szczepienia, przewyższają jego potencjalne ryzyko.

Nawet jedzenie bywa obarczone ryzykiem. Nie demonizujmy niepotrzebnie szczepień.

Ważne jest, że nigdy nie został opublikowany żaden ZAKAZ szczepień– to należy bardzo wyraźnie podkreślić. Jeśli placówka mogła zrealizować je bezpiecznie dla wszystkich, nawet w momencie wybuchu epidemii- brawo Oni!

W tym szokującym momencie podejmowano jednak wiele inicjatyw społecznych, które miały za zadanie pomóc nam się oswoić z sytuacją i zapobiegać rozprzestrzenianiu się wirusa. Poza tym skoro nawet celebryci angażowali się w akcję #zostańwdomu, to lekarze i pielęgniarki też powinni byli dać dobry przykład. Chodziło o to pospolite ruszenie. Pierwsze chwile jedności narodu w walce z nieprzyjacielem.

To może #zostańwdomu na szczepienie?

Decydując się na małe kłuj-kłuj, jesteśmy niestety skazani na wizytę w placówce medycznej. Wiąże się to głównie z lepszym zabezpieczeniem np. przychodni, w razie wystąpienia niektórych (niezwykle rzadkich, ale jednak) powikłań. Z tego też powodu przeniesienie szczepień do domu nie jest i raczej nigdy nie będzie możliwe.

Szczepienia a koronawirus- co może pójść nie tak?

Niestety z faktem tym powiązane jest ryzyko, związane z wizytą u lekarza. W aktualnej sytuacji nie jesteśmy w stanie skutecznie odsiać pacjentów/ członków personelu zarażających wirusem, od tych całkiem zdrowych. Pozostaje więc wszystkich traktować jako potencjalnie zarażonych. I pacjentów. I lekarzy. I pielęgniarki. I rodziców. I Pana, który dowozi baniaczki wody do stojącego w korytarzu dystrybutora.

Tak to działa. Dlatego po pierwszym mocnym łupnięciu obuchem w głowę, że medycyna jednak nie jest wszechmocna/ natura wciąż potrafi płatać figle a my nie możemy dać się zmieść tej fali- przyszedł czas na przygotowanie. Potrzebne było opracowanie procedur ogólnokrajowych i indywidualnych dla każdej placówki.

Polskie Towarzystwo Pediatryczne było uprzejme przed kilkoma dniami stworzyć rekomendacje, które w dużej mierze objaśniają całą procedurę w czasie pandemii. Jeśli macie ochotę zagłębić się w poważną literaturę oto i one:

Jeśli macie ochotę na literaturę zdecydowanie mniej poważną-zapraszam poniżej.

Skąd więc pomysł, żeby ten wspaniale prosperujący czas izolacji zakłócać?

Wyobrażamy więc sobie sytuację, że oto za x tygodni/miesięcy, kiedy już mądre głowy ogarną temat szczepień/ leków/ uroków i odczynań przeciw SARS-CoV2, otwierają się drzwi naszych domów. I oto, oślepieni blaskiem słońca, idziemy w najdalszą dal- chcąc zrekompensować sobie wszystkie stracone chwile. Czy wtedy będzie wymarzony moment, aby hurtowo pojawić się w przychodni na masowe szczepienia? I czy w ogóle będzie możliwe wyznaczenie takiej sztywnej granicy, po której ryzyka związanego z COVID, po prostu nie będzie?

Coś, czego niestety nauczył nas koronawirus to fakt, że każdy system ochrony zdrowia ma określone moce przerobowe i czasem, mimo najszczerszych chęci, nie jesteśmy w stanie ich nijak podkręcić.

Szczepienia a koronawirus a…Kalendarz Szczepień.

Otóż istnieje wspaniała instytucja Kalendarza Szczepień, która określa szczegółowo momenty, w których powinniśmy szczepić ludzi na danym terenie, przeciwko konkretnym patogenom. Jest on corocznie aktualizowany, choć zmiany są raczej kosmetyczne.

Przy tworzeniu takiej rozpiski szczepień bierze się pod uwagę fakt, że:

  • występowanie pewnych chorób w pewnych grupach wiekowych i zawodowych jest częstsze np. pneumokoki, meningokoki
  • istnieje większe ryzyko powikłań chorób w pewnych grupach wiekowych lub u kobiet w ciąży/ osób przewlekle chorych itd. np. grypa, krztusiec
  • powszechność występowania danego patogenu w populacji wymusza włączenie tego szczepienia do kalendarza na wczesnym etapie np. gruźlica
  • bezpieczeństwo szczepionek potwierdzone zostało dopiero w danym okresie życia (tzn. są zarejestrowane nie od urodzenia, a od pewnego wieku) np. odra
  • skuteczności jedynie przy zastosowaniu w ściśle określonym przedziale wieku (jest on dość wąski np. rotawirusy)

Krótko mówiąc najwcześniej szczepimy dzieci na choroby potencjalnie niebiezpieczne, obecne u wielu osób w kraju, na które szczepienie jest bezpieczne już w młodym wieku. Czy fakt pojawienia się nowego typu koronawirusa ma jakikolwiek wpływ na kolejność wpisanych do Kalendarza Szczepień?

Oczywiście, że nie. Jedynie może mieć wpływ np. na próbę realizowania wielu szczepień na jednej wizycie oraz preferencji szczepionek wieloskładnikowych nad tymi monowalentnymi (czyli aktywnymi wobec jednej bakterii lub wirusa).

Szczepienia a koronawirus a…inne choroby.

Najbardziej alarmujące dane dotyczą wyszczepialności (czyli tego , jak duża grupa osób w danym kraju jest zaszczepiona przeciwko danej chorobie) w kierunku odry i krztuśca. To bardzo niebezpieczne choroby, których powrotu tak naprawdę, serio serio, nie chcemy. Dzięki ruchom antyszczepionkowym było kiepsko już przed epidemią. Boję się myśleć, co by się działo, gdyby szczepienia przeciw nim miały zostać całkiowicie wstrzymane, dopóki na dobre nie uporamy się z koronawirusem.

Niestety, to powtarzane jest już do znudzenia, w czasie koronawirusa nie przestały magicznie istnieć inne choroby. Co prawda przymusowa izolacja w pewien sposób ogranicza rozprzestrzenianie się np. infekcji- ale nie będzie to trwać wiecznie. I jest oczywistą konsekwencją ograniczeń w kontaktach z innymi ludźmi i wysokich standardów higienicznych, które niebawem wrócą do (niskiej niestety) normy. W momencie, kiedy ruszymy już z domów, będziemy tak samo narażeni na patogenne działanie wirusów i bakterii, jak to było przed wystąpieniem epidemii.

Szczepienia a koronawirus: Kogo w pierwszej kolejności należałoby szczepić?

Z pewnością naturalnymi kandydatami wydają się nasi najmłodsi podopieczni, czyli noworodki oraz ich starsi koledzy i koleżanki, którzy przez ostatnie restrykcje nie mieli szansy odbyć szczepień w terminie. Szczególnie Ci do 2 roku życia. Bardzo uogólniając temat, w szczepionkach wielodawkowych, już druga dawka zapewnia stosunkowo duży odsetek odpowiedzi u pacjentów. Oznacza to, że w krótkim czasie jesteśmy w stanie przynajmniej częściowo nadrobić powstałe opóźnienia w wytwarzaniu populacyjnej odporności.

Ponadto wszystkie osoby, które nie mogą czekać. Np. ciężarne, które już zaraz w ciąży nie będą. Albo osoby, którym brak szczepienia unimożliwia podjęcie jakiegoś leczenia. Lub też ze względu na choroby przewlekłe narażone są na ciężkie powikłania choroby, przed którą szczepienie ma chronić (np. grypa, pneumokoki). Na pewno do tej grupy również będą należały osoby po narażeniu na niekorzystne czynniki, typu tężec/wścieklizna. Chociaż tu akurat wątpię, aby nawet w ostatnim okresie odmawiano im świadczeń.

Skoro już wiemy, dlaczego, kiedy i kogo chcielibyśmy szczepić w trakcie pandemii- wypadałoby również wiedzieć …

Szczepienia a koronawirus: JAK to zrobić, aby było bezpiecznie?

Nie miejcie złudzeń- procedury bezpiecznych szczepień istnieją od zawsze w cywilizowanej medycynie. Są drukowane, przyklejane i rozwieszane. Ale co z tego, skoro niestety często nie są PRZESTRZEGANE.

Szczepienie ma być po wnikliwym wywiadzie. Ma być po osobistym zbadaniu. Ma być sterylne. Ma być z zaleceniem pozostania w przychodni po szczepieniu, żeby obserwować ew. działania niepożądane. Ma być pełne zabezpieczenie, w postaci gotowej do użycia tacy przeciwstrząsowej i personelu przeszkolonego w zakresie tych najgorszych z możliwych powikłań. W zakresie większym niż tylko odmówienie pacierza, albo negacji, że takie działania niepożądane w ogóle mogą wystąpić.

Zastanawiam się, co z tego wyniknie, jeśli napiszę Wam, że w prawie każdym miejscu, w którym zaczynałam pracować, musiałam w pierwszym dniu wyciągać tacę przeciwstrząsową: a) spod radia, „bo tak lepiej łapie zasięg” b) z zamkniętej na klucz szafy, „do której ma dostęp tylko Szefowa, ale pojechała już niestety do domu” c) z zakurzonej szafy z wnioskiem, że połowa leków jest przeterminowana „ale tego i tak się nie używa Pani Doktor”. Nie ufam lekarzom, którzy choć trochę, odrobinieńkę nie boją się szczepień. Na tyle, że machają ręką na ewentualność, że kiedyś/ gdzieś/ coś może pójść nie tak.

Co możesz zrobić jako rodzic? Szczepienia a koronawirus w praktyce.

Ja naprawdę jestem wielkim fanem szczepień. Choć jako rodzic też czasem mam przed podaniem zastrzyku u własnego dziecka lekkiego pietra. Ale Wy- wszyscy rodzice, którzy tak się boicie o powikłania… może po prostu spytajcie przed wykonaniem szczepienia: np. czy jest taca przeciwstrząsowa, czy wisi na ścianie kartka z procedurą w wypadku wstrząsu anafilaktycznego. To JEST coś, na co możecie pożytkować swoją energię. Zamiast na wałkowanie 50-ty raz czy szczepionka na odrę wywołuje autyzm. Bo NIE wywołuje.

ALE! Szczepionka na MMR może wywołać wstrząs anafilaktyczny i jak ktoś sobie będzie lekceważył procedury, ergo: nie zbada Waszego dziecka/ zapomni nauczyć się leczenia tego wstrząsu (w końcu szczęśliwie w przychodni nie ratujemy dzieci ze wstrząsu co drugi dzień)/ nie będzie miał odpowiedniego sprzętu to TO jest REALNY, a nie wydumany, problem. I ten problem naprawdę może kosztować czyjeś życie.

Trochę więcej na ten temat pisałam w poście : „Czy Twoje dziecko ma dobrego lekarza?”

Szczepienia a koronawirus: Plan postępowania

Skoro już znamy prawidłowy przebieg normalnej wizyty szczepiennej, czas na smaczki związane z COVID. Umieściłam je w formie schematycznej na poniższej grafice:

Szczepienia a koronawirus bezpieczne w czasie epidemii

Jak widzicie, głównie nacisk kładziemy na maksymalne odizolowanie wszystkich od wszystkich.

Szczepienia a koronawirus: BEZPIECZNE Szczepienia w czasie epidemii w 9 krokach:

1. KOGO?

Wybieramy z rozmysłem grupę docelową szczepionych. Tych, którzy nie mogą czekać na lepsze czasy. Noworodki, niemowlęta, ciężarne i osoby przewlekle chore. Dawki przypominające szczepień np. u młodzieży, nie są tak samo ważne, jak te pierwsze. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza w pierwszych dniach powrotu do regularnych szczepień.

2. WYWIAD:

Potencjalni kandydaci do szczepień powinni zostać przemaglowani wstępnie przez lekarza przez telefon, ZANIM trafią do przychodni. Ma to być wywiad poszerzony obejmujący po pierwsze „zwyczajową” kwalifikację do szczepienia, czyli ocenę wskazań i przeciwskazań do jego wykonania, rozmowę z rodzicem na temat ew. działań niepożądanych i omówienie wszelkich wątpliwości oraz uzyskanie wstępnej zgody na wykonanie szczpienia. W aktualnej, nietypowej sytuacji, trzeba również ocenić sytuację epidemiologiczną nie tylko naszego pacjenta. Ale też całego bliskiego otoczenia.

Skraca to czas osobistej wizyty oraz eliminuje niepotrzebne pojawianie się osób np. z aktywną infekcją i innymi przeciwskazaniami do szczepienia. Ponieważ nie jesteśmy w stanie na podstawie wywiadu wykluczyć COVID-19, to każdego pacjenta z objawami infekcji dróg oddechowych musimy traktować jako potencjalnie zarażonego koronawirusem. Co oznacza, że teraz najprawdopodobniej każda infekcja tzw. byle przeziębienie będzie przeciwskazaniem do zaszczepienia. Dotychczas musiała być to przeważnie infekcja ciężka- z gorączką, w wypadku większości szczepionek.

3. TELEPORADA:

Byłoby świetnie, gdyby ustalenia lekarza zostały potwierdzone bezpośrednio przed wizytą w trakcie krótkiej rozmowy telefonicznej np. przez pielęgniarkę. Pozwala to też potwierdzić aktualny status zdrowotny wszystkich współmieszkańców pacjenta i osób, z którymi miał bliski kontakt

4. TERMIN:

Powinien zostać precyzyjnie określony. I wyznaczony z zapasem czasowym. Niedopuszczalne jest przyjmowanie w tej samej przychodni równocześnie pacjentów potencjalnie infekcyjnych i super zdrowiutkich i niewinnych niemowląt. To muszą być totalnie oddzielne godziny przyjęć. Najlepiej, poranne, aby był czas na posprzątanie wszystkich części wspólnych- zanim w przychodni pojawią się kandydaci do szczepienia. Którzy, pamiętajmy, ze względu na wiek, niespecjalnie przejmują się wytycznymi Państwowego Zakładu Higieny w kontekście odpowiedzialnego zachowania w placówce ochrony zdrowia.

5. JAK DŁUGO i JAK DOKŁADNIE?

Czas wizyty tj. kontaktu pacjenta i jego opiekuna z pracownikami medycznymi powinien być ograniczony do minimum. Poczynając od przerzucenia części wizyty na formę teleporady, a na ekspresowym trybie badania kończąc.

Nie zdziwcie się, Drodzy Rodzice, jeśli lekarz wobec braku środków ochrony z prawdziwego zdarzenia, nie zajrzy Waszemu dziecku przed szczepieniem do gardła. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że dziecko z chorym gardłem miewa przeważnie zauważalne dla otoczenia objawy. Przy rzetelnie zabranym wywiadzie i chociażby badaniu węzłów chłonnych oraz temperatury, tętna i ocenie stanu ogólnego, ciężko jest przypadkiem zaszczepić pacjenta z anginą. Niemniej jednak badanie gardła jest procedurą obarczoną dla obu stron niesłychanie dużym ryzykiem zarażenia!

Mówimy tu o wizycie dziecka ZDROWEGO, u którego nie podejrzewamy absolutnie żadnej infekcji (w końcu juz ustaliliśmy, że tylko takie szczepimy). Niech ten minimalny czas będzie naszym wspólnym celem. I nie chodzi o to, żeby dzięki temu lekarz mógł sobie bimbać na zapleczu. Tylko o obopólne dobro.

Ważne jest też, aby pamiętać, że zgłoszenie się na szczepienie jest to wyjście w konkretnym celu. Nie na ciastko lub lody w nagrodę „już po wszystkim”. Często tak to się odbywa, ale nie tym razem!

6. PUNKTUALNOŚĆ:

Nie możemy pozwalać sobie na przesunięcia czasowe w trakcie wizyt szczepiennych. Lepiej zarezerwować więcej czasu i siedzieć bezczynnie (wlepiając być może wzrok w procedurę postępowania przy wstrząsie, brrr) niż pozwolić, aby pacjenci czekali w kolejce pod gabinetem. Należę do grupy tych bardzo gadatliwych i przez to niepunktualnych lekarzy, więc naprawdę ciężko mi się wymądrzać w tym temacie. ALE założenie jest takie- pogadać można. Tyle, że przez telefon. Zanim pacjent pojawi się w przychodni lub gdy już z niej wyjdzie.

7. IZOLACJA:

I to przez wielkie I. Ma być nie tylko czasowa, o czym już wspominałam. Także przestrzenna. Czyli idealnie by było przeznaczyć jeden gabinet do badania zdrowych dzieci i zamykać go na 4 spusty w innych momentach funkcjonowania przychodni. Najbardziej idealnie by było, gdyby po szczepieniu pacjenci oczekiwali przez kilkanaście minut na ew. szybkie i niebezpieczne reakcje niepożądane w przychodni, w osobnym pomieszczeniu.

Poza tym na szczepienie nie przychodzimy z połową rodziny do 3-ego pokolenia wstecz. Wystarczy jeden ZDROWY opiekun.

8. DEZYNFEKCJA:

Pamiętajmy, że mówimy tu głównie o dzieciach. O tych pełzających, czołgających się, zwisających i wylizujących wszystko istotkach. Wszelkie niedokładnie umyte klamki, poręcze, włączniki, przyciski, blaty, zabawki mogą stać się miejscem bytowania wirusa i późniejszego zarażenia. Dlatego bezwzględnie w przychodni musi być wdrożona procedura częstego odkażania wszelkich powierzchni płaskich oraz dotykanych przez innych pacjentów. Nie wystarczy przetrzeć raz zwilżoną wodą ściereczką. Częściowa dezynfekcja powinna odbywać się po każdym pacjencie.

Pamiętajmy o takich szczegółach jak dotykanie dokumentacji medycznej w trakcie wizyty i używanie długopisu w trakcie podpisywania zgody na szczepienie. Lepiej przynieść własny.

Co równie ważne usuwamy to, co zbędne z zasięgu malucha. Wszystkie ulotki, misie,karteczki, kredki, gazetki, których mogą dotknąć małe palce. Mam głębokie wewnętrzne przekonanie, że dotyczy to także naklejek, dyplomów i lizaków wszelkiej maści, które mając być nagrodą za odwagę- mogą stać się przyczyną prawdziwych kłopotów.

9. OCHRONA:

Niedobór środków ochrony jest olbrzymią bolączką w obecnej sytuacji. Ale to nie powinna być przyczyna, dla której z nich rezygnujemy. Chronić powinni się wszyscy. I personel i pacjenci. Musimy zrozumieć, że tu nikt nie jest bardziej niebezpieczny. Nawet, jeśli dzieci lżej chorują, to wciąż intensywnie zarażają. To, że dziecko nie ma objawów- nie znaczy, że nie jest zakażone.

Lekarz/pielęgniarka/inny członek zespołu powinien mieć na sobie w trakcie szczepienia maseczkę, rękawiczki i przyłbicę/ gogle. Najlepiej również jednorazowy fartuch. Nie musi być ubrany jak kosmonauta, ale japonki, T-shirt i maseczka samoróbka nie wystarczą.

Szczepienia a koronawirus: Jakie wyciągnąć WNIOSKI?

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu nie zaczęliście bać się bardziej. Że po prostu będziecie bardziej świadomi.

Że wierzycie, że szczepić trzeba. I wiecie, że przy szczepieniach w trakcie trwania epidemii koronawirusa boimy się tak naprawdę tylko zarażenia- niczego więcej. I, że trzeba trochę inaczej zorganizować wyjście na szczepienie. Ale teraz już wiecie dokładnie, jak to zrobić dobrze!

Jeśli wiadomości zawarte w treści „Szczepienia a koronawirus” okazały się dla Ciebie pomocne- polub ten artykuł lub udostępnij! Daje mi to wiele radości i energii do dalszej pracy. Dzięki, że dobrnąłeś aż tutaj!

Follow on Feedly