DIETETYCZNIE

Marzenia vs. Rzeczywistość, czyli: jak kontrolować postępy w diecie?

Wszystkim Nam zdarza się popuszczać wodze fantazji, ale trzymajmy ją nieco w ryzach, jeśli nie chcemy zbyt szybko zniechęcać się brakiem efektów naszych działań.
O wyznaczaniu celów szczegółowych w odchudzaniu i zmianie stylu życia w ogóle pisałam już tutaj.Kontrolując przebieg całego procesu pamiętajmy o tym, że:


LICZBY NIE KŁAMIĄ, a więc przyrządy w dłoń!

Konkretnie centymetr krawiecki, aparat fotograficzny i waga.
1. MIARKA KRAWIECKA, tzw. centymetr.

Najlepiej zaopatrzyć się w jakiś szałowy, który polubimy, a z pomiarów uczynimy przyjemny rytuał.
Przez moje palce w przeszłości przewinął się już miernik chiński, którego skala zaczynała się od trzeciego centymetra (przydatna rzecz, aby poprawić sobie humor- ale przecież nie o to Nam tutaj chodzi:), jak i kilka papierowych miarek z Castoramy i Ikei.
Jako, że pomiarów najczęściej dokonuję w łazience, obecnie jestem raczej fanką mojego wodoodpornego i jednak pełnozakresowego samozwijającego się centymetra w motywującym do walki czerwonym kolorze.
Miało być przyjemnie, więc tę czynność nieodzownie kojarzącą się z jakimś rodzajem egzaminu proponuję osłodzić sobie dobrą muzyką, zrobieniem maseczki,  zapaleniem świec, popijaniem herbaty- cokolwiek, co pozwoli wracać do niej z entuzjazmem.

* Pomiarów dokonujemy 1x/ 4 tygodnie.
To realny czas, który pozwoli na zaobserwowanie efektów naszych starań, jeśli wykonujemy przy okazji plan treningowy lub gdzieś na naszej liście punktów końcowych jest jednak redukcja masy ciała.
Warto wyznaczyć sobie w tym celu konkretny dzień miesiąca i wpisać do kalendarza (tu z pomocą mobilnym, mogą przyjść z pomocą różnego rodzaju aplikacje do zapisywania pomiarów ciała, o czym więcej za chwilkę).
Jako maniaczka profilaktyki nie mogę również wspomnieć o kuszącej dla płci pięknej opcji upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu i połączenia dnia wykonywania pomiarów ciała z dniem samobadania piersi.
Drogie Panie, mierzyć nie każdy się musi, ale swoje piersi musimy znać na wylot! Jedno postanowienie może więc napędzać drugie. Dołożenie rytuału do jakiegoś już istniejącego jest o wiele prostsze niż tworzenie nowego nawyku.
*Pomiary powinny być zbierane nago.

Jedynym wyjątkiem (zwłaszcza przy obfitych biustach) jest pozostawienie stanika.

Poniżej grafika z miejscami pomiarów.

Pomiary w kolorze brązowym to comiesięczny absolutny must have.
Jak widzicie są to tylko 3 newralgiczne miejsca + ewentualnie jedno dodatkowe, które w Waszej ocenie jest kluczowe (najczęściej obwód ramienia, uda, karku, dolna partia brzucha).

Jego wysokość: WT…ekhm, WHR

Przy okazji proszę Was o zwrócenie uwagi na różnicę między obwodem pasa a talią.

Talia to naturalne przewężenie naszego tułowia w miejscu przejścia klatki piersiowej w brzuch (tam, gdzie pod palcami kończą się żebra i robi się miękko…czasem zbyt miękko).

Pas natomiast to bardzo istotny wskaźnik nie tylko bezpośrednio otyłości, ale też pośrednio czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, metabolicznych i cywilizacyjnych czyli wujek samo-zło.

Nadmierny obwód pasa (mięciutko, mięciusieńko…)spowodowany jest tzw. otyłością wisceralną, gdzie tłuszcz odkłada się nie tylko pod skórą, ale też pomiędzy narządami wewnętrznymi. Taki typ otyłości występuje coraz częściej, w przeważającej części przypadków z powodu kiepskiego stylu życia.
Warto sprawdzić, czy ten problem Nas nie dotyczy (m.in. w tej aplikacji) lub policzyć sobie „na piechotę”:

Otyłość brzuszna stopień I : kobitka 80-87 cm/ mężczyzna 94-101 cm
Otyłość brzuszna stopień II : kobitka 88 cm i więcej/ mężczyzna 102 cm i więcej.

Przydatny jest też wskaźnik WHR (Waist/Hip Ratio czyli Pas do Biodra), który wyłoni najbardziej zagrożone kobiety o wartości WHR >0,8 i mężczyzn >0,9 (z polskiego na Nasze-gdy 80% damskiego lub 90% męskiego obwodu bioder to pas-jest źle, biodra biją na alarm, serce i naczynia krwionośne wołają o pomoc.)
Byle nie był to głos wołającego na pustyni.* Nie wiem jak Was, ale mnie zapamiętanie wyniku pomiarów z 5 miejsc przerasta. Dlatego proponuję przygotować sobie mały notesik, który zaraz obok miarki, będzie leżał w miejscu wykonywania pomiarów.
Bardziej techniczni mogą pokusić się o instalację aplikacji z możliwością zarejestrowania pomiarów i obserwowania ich na wykresie.
Dotychczas najlesze wrażenie zrobiła na mnie apka Scaless (do pobrania tutaj).
2. WAGA

Podobnie jak miarkę- najlepiej schować ją w czeluści łazienkowo-sypialniane i wyciągać raz na 2- 4 tygodnie. Serio.

Serdecznie polecam wagi z rozkładem procentowym tłuszczu, mięśni, masy kostnej i wody, np. japońskiej firmy Tanita (taką właśnie mam) do użytku domowego.
Pamiętajmy, że na Naszą wagę wpływ ma nie tylko znikająca tkanka tłuszczowa, ale też przyrastająca tkanka mięśniowa (a mięśnie sa relatywnie ciężkie!) oraz zatrzymująca się (hormony! cykl miesiączkowy!) lub też ubywająca w wyniku odwodnienia woda .

Oczywiste oczywistości o ważeniu po przebudzeniu (i najlepiej również udaniu się do toalety). A także  powstrzymaniu się od jedzenia i picia przed ważeniem pomijam.
Do zapisywania wagi (zwłaszcza z analizatora) zachęcam. Tym bardziej w takiej sytuacji polecam np. narzędzie Openscale z Google Store (do pobrania tu).

3. APARAT

Do użytku własnego, głównie dla (przy okazji) odchudzających się. Gdy widzimy coś codziennie pewne istotne szczegóły umykają. Obiektywna dokumentacja pozwala na sensowną kontrolę skomplikowanego procesu produkcji „nowego JA”.

Nie namawiam Was do upubliczniania fotek mniej lub bardziej wyimaginowanych mankamentów. Chodzi bardziej o możliwość cofnięcia się pamięcią do punktu startowego i docenienia ile już drogi za Wami.
Takie uczucie często pojawia się, gdy oglądamy zdjęcia z dzieciństwa- dlaczego nie wykorzystać go także w tej sytuacji?Warto dokonywane pomiary traktować jako część pewnej całości, a nie sztukę dla sztuki.

Więcej o procesie odchudzania poczytacie w W: O! Tydzień 2. DROGA TECHNICZNIE, czyli POCZUJ TO!

Follow on Feedly